Kto ratował dziecko na Strzeszynie?
2012-01-27
- Wskoczyłem do wody, tak jak stałem: w koszuli i w krawacie - poznaniak Roman Jagiełło jest jednym z 30 ludzi, który w czwartek ratował tonącego nastolatka.
Grupa nastolatków bawi się w czwartek na Strzeszynie Greckim. Dwóch wchodzi na zamarznięty zbiornik retencyjny, lód pęka.
Godz. 14.56. Na pomoc tonącym wybiegają pracownicy administracyjni, wuefista, woźny z pobliskiej szkoły przy Hezjoda (dzwonią natychmiast na straż). Jednemu z nastolatków udaje się wyjść z wody. Drugi - znajduje się 12 metrów od brzegu. Roman Jagiełło, kierownik administracyjny ściąga buty, marynarkę, w cienkiej koszuli i krawacie próbuje iść najpierw na czworaka po lodzie, ale kra pęka. Zanurza się po szyję w brei.
Koledzy rzucają mu na pomoc drabinę (topi się), przynoszą lekką kilkunastometrową drewnianą ławkę. Jagiełło jest już dwa metry od chłopca. Widzi jego przerażoną twarz, kiedy ten nagle znika pod wodą.
Woda ma tylko trzy stopnie, Jagiełło nie ma już sił. Na pomoc przychodzą strażacy z Piątkowa (jest 15.05). Po dwóch minutach z ul. Wolnica dojeżdża ekipa płetwonurków. Byliby szybciej, ale na Alei Wielkopolskiej drogę zatarasowały im auta. Muszą wyjść z wozu i kierować ruchem.
Chłopca szukają dwie ekipy: strażacy i policjanci (akcją dowodzi bryg. Piotr Kołodziejczak). Znajdują po 17 minutach, leży w grubej warstwie mułu.
Reanimuje go doktor Wojciech Fenrych z pogotowia. W szpitalu Krysiewicza zaczyna się kolejna bitwa. Dziecko ma problemy z krążeniem. O jego życie walczą m.in. anestezjolog Anna Olejniczak i kardiolog Hanna Górzna-Kamińska. Nad ranem stan stabilizuje się, choć wciąż jest ciężki.
Zimna woda spowodowała hipotermię (spadek temperatury ciała). - To dobra wiadomość: hipotermia spowolniła czynności życiowe. Mogła uchronić mózg przed uszkodzeniem z powodu niedotlenienia - mówił wczoraj Przemysław Augustyniak, ordynator oddziału intensywnej terapii.
13-latek jest w śpiączce farmakologicznej.
Godz. 14.56. Na pomoc tonącym wybiegają pracownicy administracyjni, wuefista, woźny z pobliskiej szkoły przy Hezjoda (dzwonią natychmiast na straż). Jednemu z nastolatków udaje się wyjść z wody. Drugi - znajduje się 12 metrów od brzegu. Roman Jagiełło, kierownik administracyjny ściąga buty, marynarkę, w cienkiej koszuli i krawacie próbuje iść najpierw na czworaka po lodzie, ale kra pęka. Zanurza się po szyję w brei.
Koledzy rzucają mu na pomoc drabinę (topi się), przynoszą lekką kilkunastometrową drewnianą ławkę. Jagiełło jest już dwa metry od chłopca. Widzi jego przerażoną twarz, kiedy ten nagle znika pod wodą.
Woda ma tylko trzy stopnie, Jagiełło nie ma już sił. Na pomoc przychodzą strażacy z Piątkowa (jest 15.05). Po dwóch minutach z ul. Wolnica dojeżdża ekipa płetwonurków. Byliby szybciej, ale na Alei Wielkopolskiej drogę zatarasowały im auta. Muszą wyjść z wozu i kierować ruchem.
Chłopca szukają dwie ekipy: strażacy i policjanci (akcją dowodzi bryg. Piotr Kołodziejczak). Znajdują po 17 minutach, leży w grubej warstwie mułu.
Reanimuje go doktor Wojciech Fenrych z pogotowia. W szpitalu Krysiewicza zaczyna się kolejna bitwa. Dziecko ma problemy z krążeniem. O jego życie walczą m.in. anestezjolog Anna Olejniczak i kardiolog Hanna Górzna-Kamińska. Nad ranem stan stabilizuje się, choć wciąż jest ciężki.
Zimna woda spowodowała hipotermię (spadek temperatury ciała). - To dobra wiadomość: hipotermia spowolniła czynności życiowe. Mogła uchronić mózg przed uszkodzeniem z powodu niedotlenienia - mówił wczoraj Przemysław Augustyniak, ordynator oddziału intensywnej terapii.
13-latek jest w śpiączce farmakologicznej.
Udostępnij link: Facebook
