Zmarnowałam czas z Fibakiem. Nic to.
2011-10-11
felieton Iwony Torbickiej, Gazeta Wyborcza
Fot. Lukasz Ogrodowczyk / Agencja Gazeta
Wojciech Fibak na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu
+ zobacz powiększenie
To miał być wykład inauguracyjny "O artystach i kolekcjonowaniu sztuki" na otwarcie nowego roku akademickiego na Uniwersytecie Artystycznym. Skończyło się na rozważaniach Wojciecha Fibaka: o tenisie i sztuce, o rodzicach i spotkaniach z artystami. Prelegent odczytał własny wstęp do katalogu wystawy z 1992 roku. Publiczność, wypełnionej po brzegi auli, przeglądała katalogi kiedysiejszych wystaw kolekcji naszego najlepszego tenisisty, przyniesione przez niego specjalnie na tę okazję.
Fibak mówcą nie jest, pomysłu na swoje wystąpienie też nie miał, ani jedno wypowiedziane przez niego zdanie nie zaskoczyło publiczności. - Dobrze mieć jakąś pasję i coś zbierać - zakończył. Łatwo się z tym zgodzić, choć uzasadnienie, dlaczego zbieractwo jest raczej dobre niż złe - jest już o wiele trudniejsze. Choć półtorej godziny, które spędziłam w auli UA, do ciekawych poznawczo nie należało, jest coś, za co jestem wdzięczna Fibakowi. Podczas swojego wystąpienia wielokrotnie odmieniał przez przypadki nazwisko artysty, który bez wątpienia jest wizytówką sztuki Poznania, który zapłacił największą cenę za to, że urodził się w nieodpowiednim czasie i miejscu. Gdyby dane mu było tworzyć w innym kraju, byłby dziś artystą światowym. To Jan Berdyszak. Za to, że Wojciech Fibak postawił na Berdyszaka, budując swoją kolekcję, że promuje jego prace za granicą, jestem mu ogromnie wdzięczna. Mniejsza o ten zmarnowany czas.
Fibak mówcą nie jest, pomysłu na swoje wystąpienie też nie miał, ani jedno wypowiedziane przez niego zdanie nie zaskoczyło publiczności. - Dobrze mieć jakąś pasję i coś zbierać - zakończył. Łatwo się z tym zgodzić, choć uzasadnienie, dlaczego zbieractwo jest raczej dobre niż złe - jest już o wiele trudniejsze. Choć półtorej godziny, które spędziłam w auli UA, do ciekawych poznawczo nie należało, jest coś, za co jestem wdzięczna Fibakowi. Podczas swojego wystąpienia wielokrotnie odmieniał przez przypadki nazwisko artysty, który bez wątpienia jest wizytówką sztuki Poznania, który zapłacił największą cenę za to, że urodził się w nieodpowiednim czasie i miejscu. Gdyby dane mu było tworzyć w innym kraju, byłby dziś artystą światowym. To Jan Berdyszak. Za to, że Wojciech Fibak postawił na Berdyszaka, budując swoją kolekcję, że promuje jego prace za granicą, jestem mu ogromnie wdzięczna. Mniejsza o ten zmarnowany czas.
Udostępnij link: Facebook
